Rzeka Prądnik znika w butelkach i oponach

gk_logoRzeka Prądnik, która płynie przez gminę Zielonki i Ojcowski Park Narodowy, w niektórych miejscach przypomina wysypisko śmieci. Turystów i mieszkańców straszą wystające z wody opony, butelki po olejach samochodowych i napojach, opakowania po lekach. Odpady są zagrożeniem dla cennych przyrodniczo terenów i bobrów.
Nie wiem, jak można dopuścić do takiej sytuacji – oburza się Tomasz Major, podróżnik, który mieszka w Grębynicach od pół roku. Na dzikie rzeczne zwały śmieci natknął się, kiedy spływał kajakiem Doliną Prądnika. Odpady gromadzą się głównie w tzw. zastoiskach, gdzie węższa rzeka i połamane gałęzie tworzą zapory.
- Musiałem przenosić kajak na drugą stronę zebranego na rzece brudu, bo nie dało się tego ominąć. Dużo pływam, nie tylko po Polsce, ale również po świecie i nigdzie nie widziałem takiego bałaganu – podkreśla.
Śmieci zostawiają w lesie zarówno turyści, jak i lokalni mieszkańcy. – Ludziom nie chce się segregować śmieci, mimo iż służby gminne odbierają je od nas za darmo. Wolą odpady spalić w piecu lub wywieźć do lasu – ubolewa mieszkanka Brzozówki.
Dyrekcja Ojcowskiego Parku Narodowego przyznaje, że śmieci są dla nich dużym problemem. – W rzece, jak i w całym parku można znaleźć wszystko – styropian, butelki, nawet stare materace. Kiedy jest większy deszcz i woda wzbiera, brud spływa rzeką do parku – zauważa Józef Partyka, zastępca dyrektora OPN. Jednocześnie podkreśla, że pracownicy regularnie sprzątają okolice potoku. – Codziennie wywozimy kilkanaście worków śmieci – mówi Partyka.
Gorzej z odcinkiem rzeki, który przepływa przez gminę Zielonki, poza granicami parku narodowego. Śmieci w tym rejonie nie ma kto sprzątnąć. Poszczególne urzędy przerzucają na siebie odpowiedzialność za czystość Prądnika. – Jako gmina częściowo finansujemy sprzątanie. Odpady z rzeki ochotniczo usuwali strażacy. Teraz mamy zbyt okrojony budżet – mówi Małgorzata Fordymacka, kierownik Referatu Gospodarki Komunalnej i dodaje, że za rzekę odpowiedzialny jest Małopolski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Krakowie. Ten z kolei podkreśla, że zarząd reaguje tylko wtedy, kiedy pojawia się zagrożenie zatorem.
- Mamy 8 tys. km cieków wodnych. Nie jesteśmy w stanie być wszędzie. Takie rzeczy powinny porządkować służby gminne – odpowiada Bogusław Borowski, dyrektor MZMiUW. Obiecał jednak „Gazecie Krakowskiej” sprawdzić najbardziej zanieczyszczone miejsca. – Opony są dużym problemem, na pewno wyślę tam ludzi. Jeśli będą zagrożeniem, zostaną uprzątnięte – podkreśla.

Katarzyna Ponikowska
Aktualności , , , ,

Comments are closed.